Krystyna Czubówna odwiedziła sanockich studentów. „Jej głos powinien być dobrem narodowym” (ZDJĘCIA)

SANOK / PODKARPACIE. Głos Krystyny Czubówny powinien być dobrem narodowym. Niewielu jest lektorów, którzy potrafią tak jak ona przenieść nas w świat czytanej książki czy oglądanej scenerii. Pogodna, ciepła i niesamowicie życzliwa pani Krystyna była gościem Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Sanoku.

Krystyna Czubówna zdobywczyni kilku Telekamer i Wiktorów okazała się niezwykle zajmującą gawędziarką. Opowiadała o swoim życiu, pasjonującej pracy i… pierwszej wizycie w naszym mieście:

W Sanoku jestem po raz pierwszy. Udało mi się odwiedzić Zamek i Muzeum Beksińskiego. To, co mnie uderzyło na dzień dobry, to zadbana przestrzeń i porządek. Jestem pedantyczna, u znajomych mam ksywkę „Perhydrol” i wobec tego zauważam czystość i ład wokół.

Czy łatwo jest zachować powagę, czytając komediowe teksty, lub ukryć wzruszenie, czytając dramatyczne historie? – pytał prowadzący spotkanie Wojciech Barczak, reporter, dziennikarz i współpracownik PWSZ w Sanoku.

Moje zdyscyplinowanie w pracy powoduje, że nie wybucham śmiechem, ale zdarzyło mi się odczytywać takie dokumenty, że głos mi się załamał i prosiłam o chwilę przerwy. Za względu na drastyczne fakty przytaczane w tekście musiałam odetchnąć. Zmobilizować się oczywiście można. Taką szkołę przeszłam w radiu; to wyglądało tak, że ze studia do studia przechodziliśmy bez chwili przerwy. W każdym studiu inny reżyser, inna audycja. Tu było coś komediowego, tu poważnego i z minuty na minutę trzeba było się dostosować. Przechodziło się z jednych emocji w drugie w jednej chwili. Od smutku do płaczu z rozbawienia. Przerzucanie się z jednych emocje w drugie to był swoisty poligon doświadczalny, który przeżyłam.

czubowna1

Lektor stara się interpretować teksty powierzone mu do zaprezentowania. Jak najlepiej oddać temperaturę i emocje powierzonego tekstu?

Na tym polega sztuka dobrego czytania. Ja bardzo się staram i kocham to, co robię. Wiem, co czytam. Uprawiam ten zawód od ponad czterdziestu lat. Dla mnie to, co jest napisane, to są znaki. Trzeba je dobrze odczytać, by oddać myśl, sens nadany przez tego, kto je tworzył. Może dlatego lubią państwo mnie słuchać, bo wiedzą, co autor miał na myśli i mogą głębiej w to wejść. Staram się stworzyć taki klimat, by słuchacze weszli w to, przeżyli jakąś przygodę. Kiedy wchodzę do studia, zamykają się drzwi i wszystko zostaję za nimi. Emocje, nerwy, wydarzenia, ludzie, wszystko, co jest związane z naszym codziennym życie, zostaje za drzwiami. Gaszę światło, zostaje tylko mała punktowa lampka. Jest już tylko tekst i przekazywanie go państwu.

A jak wygląda praca nad tekstem?

Dobrze napisany tekst mogę odczytać bez „naczytania”. Z szacunku dla odbiorcy nie odważam się przeczytać „nienaczytanego” tekstu autorstwa kogoś, kogo stylu wypowiedzi nie znam. Nie mogę źle przeczytać. Odpowiadam za to, by państwo dostali jak najlepszy produkt. Moi koledzy z „Panoramy” śmieli się kiedyś ze mnie, że moje teksty wyglądają jak partytura. Stosuję system znaków, który pomaga mi podzielić tekst. „Naczytany” przeze mnie tekst jest właśnie naznaczony takimi znakami: gdzie głośniej, ciszej, przerwa itp. Ważne jest to „naczytanie”, czyli przeczytanie tekstu na głos, nawet napisanego samodzielnie. Trzeba mieć ograniczone zaufanie do samego siebie i do innych. Jeśli chcemy podpisywać się swoim głosem pod tekstem, musimy go najpierw sprawdzić.

Czyli trzeba uważać, co się czyta, jaką to ma i treść, i formę?

Dzisiejsza korekta, niestety, nie jest taka, jak kiedyś. A język polski jest piękny i warto dbać o jego poprawność. To są nasze korzenie. Jeśli nie będziemy kultywować poprawności języka, to po prostu zemrzemy. Kiedyś było tak, że spiker mógł się pomylić z anteny jak saper – tylko raz. Dziś czasy są inne, ale dbajmy o poprawność językową, kultywujmy piękno języka polskiego.

czubowna2

Podczas spotkania pani Krystyna zdradziła kilka ciekawostek związanych z lektorowaniem.

Piję małymi łyczkami gorącą wodę. Gorąca woda rozgrzewa struny głosowe. Nie powinno się pić słodkich soków i napojów, bo po prostu wytwarza się więcej śliny. Najlepiej głos brzmi, kiedy jesteśmy… głodni!

Z spotkaniu z Krystyną Czubówną, dziennikarką, prezenterką i lektorką, uczestniczyli studenci PWSZ w Sanoku i mieszkańcy miasta. Dziennikarka, orędowniczka pięknej i poprawnej polszczyzny, z chęcią rozdawała autografy. Pani Krystyno, zapraszamy ponownie do Sanoka.

czubowna3

źródło: materiały nadesłane


Napisz komentarz:

Dodając komentarz akceptujesz postanowienia regulaminu.